Mateusz Potempski

 

Go to Main Potempski Family Page

Write to the Page administrator

patrz również

 

            Karolina Kazoń and Justyna Potempska      Students during Gymnastic Class  Standing ovation for the performance and actors

 

Program

Niedziela 19.XII start 15:00

 

Ka (międzyklasowa) 30 min

Latający cyrk Monty Pythona (II A i II B) 30 min

Szaławiła (III E) 30 min

Latający Cyrk Muńka Pytona (2d i 1e) 15 min

Pani Whitaker odnajduje Świętego Graala (I B) 20 min

Fontanna, czyli kamienne urządzenie, z którego wypływa woda (V C) 50 min

GALA

 

"Fontanna, czyli kamienne urządzenie, z którego wypływa woda"

Czas trwania:
50 min
Klasa:
V C
Reżyser:
Kamil Bębenek, Mateusz Potempski
Scenariusz:
Autorski – Kamil Bębenek, Mateusz Potempski
Obsada:
Wojtek Sambor (Stasiek)
Stasiek Onyszkiewicz (Jasiek)
Piotrek Kulczycki (Profesor 1, 2 i 3)
Karolina Kazoń (Dyrektor)
Justyna Potempska (Dziewczynka i kostucha)
Kamil Bębenek (Luźny)
Mateusz Potempski (Strachliwy)
Julka Poboży (Sekretarka)
Jerzyk Wierzbicki (Profesor 4 i SuperProfesor)
Ania Żaczek (Ciocia Zosia)

 

Fontanna PObolku

Zawsze najlepiej jest po. PO. Po tym pierwszym razie – po pierwszej absolwenckiej premierze. Kiedy bez konsekwencji można pojechać tu, czy tam. Zajechać, przejechać i Pofrunąć z Polotem. Wystawić sztukę Pofestiwalową, Pozakonkursową. Mateuszku Potempie, Pozwól tu do mnie, kochaneczku… Powiem ci coś na uszko. Sztuka była Poje*ista, tylko dlaczego muszę to pisać Po Bolku? Nocne Pojenie to czas zapomnienia. Sprytnie

 

FONTANNA

 

to wymyśliłeś, ech. Gdzieś mi jeszcze kołaczą fruwające kartki z Podobizną tego Po… nie, znów biała plama (biało-czarna). Jeszcze czuję ból w kolanach (klęczałam całą sztukę, podczas, gdy najlepsze miejsca na widowni były zajęte przez samych Podwórców). Przyrodnicze wątki snują mi się gdzieś w otchłani i mieszają z Wściekłym Psem. Wściekła Zięba? Żabie kunkfu? Jezu, co żeście tam Porobili? Układa mi się Pospolite ryczenie publiczności, Dyrekcja – powoli rozszerzająca uśmiech, nabierająca dystansu, Poskromiona (Karolina, twój głos pamiętam najostrzej, choć był taki delikatny. Genialnie!!! Brawo,

bravissimo). Mniej nadęte, mniej paragłębokie niż zeszłoroczny „Festiwal”. No i te nagie ciała… tego się nie zapomina. Mam nadzieję, że od dziś każdy Czackiewicz oglądający w okolicach Sylwka pstryczki erotyczki na Polsacie (co roku puszczają o 4 nad ranem), zapomni się na chwilę i z estetycznych wzruszeń łatwo przejdzie do sentymentalnych. Nie będę się rozdwajać, rozkuraniać, rozteresiać, rozfuksiać, rozolechać - dla mnie wszystkie kreacje były przekonujące i komiczne (Pani sekretarka blada, może za dużo pudru). Także nie żałuję własnych rzepek, a nawet chętnie klęknę jeszcze raz jak Cię zobaczę za rok. Pielgrzymka to może bez przesady, ale może… chociaż przez Pola Mokotowskie na kolankach… (nic nowego, przepraszam, nawet nie jestem w stanie być oryginalna). Absolwenci to, niestety, przyszłość naszego Festiwalu. Nie opuszczajcie nas. Gdyby nie „Fontanna”, to zapomniałabym, co to znaczy „szczere, nieskrępowane ruchy przepony” (a nie jakieś zażenowane wzdrygi). To jest list prywatny - Domateuszowy. Poufnie szczery. Zachrypnięty, ale bardzo, bardzo wdzięczny (w sensie, że wyrażający wdzięczność).

Sof

 

 

 

Recenzje pisane w Gazetce Festiwalowej  (Mateusz jako przewidujący reakcję Jury recenzent).

 

  Chrzanić nagrody!

Brzuch mnie bolał. Brzuch mnie bolał ze śmiechu. Przez całe 45 minut świetnie się bawiłem. Moim zdaniem 3c trafiła w dziesiątkę. Chyba duża część naszej festiwalowej widowni tego właśnie potrzebuje. Takich właśnie sztuk. Sztuk, które bawią. Myślę, że większość osób przychodzących przez te niepowtarzalne cztery dni do budynku przy Polnej 5 chce miło spędzić czas, chce się bawić, chce klaskać i skakać z radości. Większość – wiadomo, nie wszyscy. Oczywiście, Festiwal nie powinien i na szczęście nie składa się tylko z takich sztuk. Ale takie spektakle są potrzebne. 3c zagrała va bank, zagrała bardzo ryzykownie. Boję się, że zostanie, jak dwa lata temu „Katharsis”, nieoficjalnie wykluczona z konkursu.

Wydaje mi się jednak, że nie to jest najważniejsze. Przecież nie chodzi o to, żeby dostać tę statuetkę z napisem „I miejsce”. Najważniejsze jest zdobyć publiczność. Porazić ją albo rozbawić – użyć efektu albo żartu. Bardzo lubię sztuki kontrowersyjne. Sam zawsze takie próbowałem współtworzyć. Dlatego myślę, że 3c już częściowo wygrała – wygrała, bo o „Niektórych gatunkach dziewic” się mówi. O tym przedstawieniu nie zapomni się dzisiaj, jutro czy za pół roku. I to jest zwycięstwo.

Dla mnie najlepszym dowodem, że 3c się udało, była wypowiedź Kasi i Gosi (dla mnie wręcz legendarnych absolwentek Czackiego), które, po obejrzeniu spektaklu, stwierdziły: „To jest Festiwal w Czackim, to jest ten klimat, to właśnie jest sztuka - jak za dawnych dobrych lat”. Ok. Wszystko pięknie, ale trzeba by trochę skrytykować. Pomimo wielkiej euforii, bólu brzucha i salw śmiechu, które nie pozwalały na równie wnikliwą analizę, jak w przypadku „Pif! Paf! Jesteś trup!”. No właśnie. Warto porównać te dwa przypadki. Scenariusz 3d był, jak już pisałem, bardzo trudny, bardzo wymagający. Gdy podczas spektaklu, ktoś nienaturalnie zagrał jakiś element, czy zapomniał tekstu to bolało. A u 3c?

 

U 3c Bodzio zgubił komórkę, zapomniał fragment swojej kwestii i to nie bolało! To się podobało, publiczność szalała. Publiczność była w euforii dobrej zabawy. I dlatego wybaczała. Ale ja nie mogę wybaczyć, w końcu jestem tu od krytykowania. Więc. Aktorzy: Marta i Bodzio. Marta ma w sobie coś. W podobnym stylu grała w zeszłym roku. Jednak widać rozwój, widać postęp. W tym toku było naprawdę lepiej. Przeszkadzało mi tylko zauważalne na początku spektaklu, trochę nachalne naśladownictwo Aleksandry z „Misia” (piskliwy głosik, słodka idiotka). Szkoda, że Marta nie zaprezentowała w tym miejscu więcej własnych pomysłów. Nie spodziewałem się, że Bodzio wypadnie tak dobrze. Na próbach wyglądało to gorzej. Publiczność wybaczyła, ale to nie powinno się zdarzyć, nie powinien zapomnieć tekstu, ale cóż – improwizacja bawiła, komponowała się z charakterem bohatera, którego Bodzio grał. Postać Jacka przyćmił jednak Janek Lemiech podkładający głos DJ i opowiadający o zwykłym poranku 1 stycznia. Jego głos i gra sceniczna. Na pochwałę zasługuje także bogata scenografia i dopracowany dźwięk. Przeszkadzał mi także śmiech. Rozumiem, że bardzo trudno się czasami powstrzymać, gdy cała sala gimnastyczna ryczy ze śmiechu, ale sztuka walcząca o najwyższe laury powinna być także pod tym względem dopracowana (w zeszłym roku krytykowano „Rozmowy przy wycinaniu lasu” za dokładnie to samo – aktorzy za dobrze bawili się na scenie, za bardzo śmieszyły ich własne teksty).

 

Za niepotrzebne uważam wyjątkowo częste występowanie przekleństw. Po co to? Ja się pytam po co? Sama tematyka sztuki – ten scenariusz był bardzo ryzykowny, momentami na krawędzi dobrego smaku. Przekleństwami klasa 3c popełniła harakiri – przekreśliła swoje szanse na przymrużenie oka przez jury. Oni 3c tego nie wybaczą. I słusznie, bo przecież zamiast „k..wa” można powiedzieć „kurde”, a niektóre zdania można było po prostu wyciąć ze scenariusza. Po co prowokować? Po co odbierać sobie szanse na nagrody?

Podsumowując: „Niektóre gatunki dziewic” trafiły w mój gust. Przez 45 minut świetnie się bawiłem. Gra aktorska miała swoje niedociągnięcia - tekst i śmiech, ale w sumie była udana. Scenariusz został

wybrany ryzykownie, ale w efekcie bardzo trafnie, niestety nie dokonano adaptacji odpowiedniej do naszych, szkolnych realiów. Przedstawienie było dobre. Pomimo tego, że jedna z reżyserek wyjawiła mi, iż to nie była komedia, to wyszła komedia. I bardzo dobrze, że wyszła. 3c będzie krytykowana i chwalona, nagradzana i karcona. Raczej nie ma szans na Grand Prix, gdyż zraziła Jury. Ale co tam! Moim zdaniem zostanie zapamiętana!

Chrzanić nagrody!

fh